-Mam. Samael.
Spojrzałam na niego zdziwiona ale nic nie powiedziałam tylko wskazałam ręką na dach domu wyłaniającego się zza zakrętu. Gdzie ja słyszałam to imię? No gdzie? Z resztą nie ważne, dotarliśmy już do drzwi. Po schodach wyszliśmy na pierwsze piętro i zatrzymaliśmy się w kuchni. Wzrokiem pokazałam chłopakowi, żeby zajął miejsce przy stole. Sama zaczęłam się krzątać po kuchni.Chwile potem z niespecjalnym zainteresowaniem Samael mieszał łyżką w zupie, którą mu postawiłam na stole. Czułam się przy nim o tyle niezręcznie, że nikogo nie było w domu. Mama pracowała do wieczora, ojciec jak zwykle wyjechał służbowo a brat był na jakimś nudnym zebraniu personelu.
- A teraz mam kilka pytań. - powiedziałam oschle
-Dopiero teraz? - odgryzł się. Co on sobie myśli? Nie wytrzymałam!
- Masz jakiś problem?! Pojawiasz się Bóg wie jak i dlaczego akurat tutaj! Zaproponowałam ci pomoc nie po to aby patrzeć jak gardzisz każdym moim krokiem i miłym gestem skierowanym do ciebie!
-Och, daj spokój nie o to mi chodziło - warknął
-Doprawdy?- Nie bądź jędzą, nie bądź jędzą! Wstałam z krzesła okręciłam się napięcie i wymaszerowałam z kuchni do pokoju brata po jakieś czyste ubrania i ręcznik.
Kiedy wróciłam z czystymi ciuchami do kuchni już go tam nie było. Znalazłam go w salonie na drugim piętrze. Jak tu zachować spokój kiedy nawet nie potrafi usiedzieć spokojnie w jednym miejscu i nie ruszyć niczego co do niego nie należy?
-Yhm - odchrząknęłam i podeszłam do niego. Wcisnęłam mu do rąk ubrania. - Masz tu czyste rzeczy i ręcznik. Łazienka jest za rogiem jeśli już tego nie zauważyłeś.
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz