sobota, 24 stycznia 2015

Rozdział II

    Uwielbiam nasze przejażdżki po lesie, zawsze można było dostrzec coś nowego jeśli wiedziało się gdzie szukać i patrzeć. Właśnie kłusowałam między drzewami na prostym terenie gdy usłyszałam przeraźliwy zgrzyt. Crystal zadębowała. Spadłam z jej grzbietu a klacz szybko jak błyskawica pogalopowała przed siebie. Cholera! Jak zwykle mam szczęście, wstałam powoli i rozmasowałam łokieć na, który boleśnie upadłam. Co to u diabła było, pomyślałam i ruszyłam w stronę z, której dobiegł dźwięk przypominający jakby coś okropnie ciężkiego spadło z co najmniej kilkunastu metrów.

   Szłam lekko utykając, i rozglądając się za źródłem hałasu. Nie martwiłam się specjalnie o klacz bo wiedziałam, że i tak trafi do domu. Prawdopodobnie znała to miejsce lepiej niż ja sama choć włóczę się po nim już szesnaście lat. Podniosłam głowę i zobaczyłam obłoczki dymy unoszące się niedaleko mnie z głębi lasu po prawej stronie. Zaklęłam w duchu bo musiałam wspiąć się pod całkiem stromą górkę. Moja ciekawość zwyciężyła i po nie całych pięciu minutach byłam już na górze. Ostatnia prosta pomyślałam i ruszyłam naprzód. Jedynym pocieszeniem jakie mi zostało było to, iż jest dopiero szesnasta godzina i w miarę daleko do zachodu słońca. Nagle stanęłam jak wmurowana.

  Przede mną jakieś trzydzieści kroków ziała wielka jeszcze lekko dymiąca dziura. Ciekawość zabiła kotka, pomyślałam i podeszłam do wyrwy w ziemi to co tam zobaczyłam przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Wielkimi niebieskimi oczyma wpatrywałam się w to co mam przed sobą. ,,Klara uspokój się!", powtarzałam w myślach to niemożliwe! Niemożliwe!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz