sobota, 7 lutego 2015

Rozdział VIII

-O błagam! Tyko nie wciskaj mi tu takich bzdur! Masz wszystko opowiedzieć i to do początku!- wrzasnęłam na niego z rosnącą furią.
-To długa historia i nie jest kolorowa a ja nie jestem zwykłym siedemnastolatkiem.
-Po prostu szok! A teraz może powiesz mi coś czego jeszcze nie wiem?!
- Nie dziś; idź się wyspać i uspokoić w nerwach nigdy nic nie zrozumiesz. Od razu mówię nie chcę się kłócić ani teraz ani w ogóle. Jasne?- odpowiedział. Ten jego poważny oficjalny ton działał mi jeszcze bardziej na nerwy. Odwróciłam się na pięcie i wmaszerowałam do swojego ciemnego pokoju zamykając mu drzwi przed nosem.

Rzuciłam się na łózko i wtuliłam głowę w poduszkę. Leżałam tak może z pięć minut dopóki nerwy ze mnie nie zeszły i zostały tylko małą grudką w żołądku. Może faktycznie nie powinnam tak na niego naskakiwać? Może powinnam najpierw posłuchać co on mówi a nie od razu wybuchać jak tykająca bomba. Im dłużej o tym myślałam tym bardziej zamykały mi się oczy. Odpłynęłam w błogi, spokojny, czarny sen.

Obudziłam się o ironio o piąte godzinie co jak na mnie było i tak o wiele za wcześnie. Stęknęłam i przewróciłam się na bok odrzucając zmierzwioną pościel. Wstałam i podeszłam do lustra w kształcie koła wiszącego za drzwiami do pokoju. Otworzyłam szeroko oczy gdy zobaczyłam co mam na głowię. Dosłownie moje włosy wyglądały tak jakby trafił w nie piorun. Z nowo nabytą energią wpadłam do łazienki i zaczęłam rozczesywać niesforne kosmyki. Gdy opanowałam włosy, które spadały mi na ramiona wzięłam się za mycie włosów i lekki make-up co było złym nawykiem sądząc po tym, że nigdy nigdzie praktycznie nie wychodziłam. Pomalowałam usta szminką a na rzęsy nałożyłam masę czarnego tuszu i dorysowałam mocne kreski. Tak jak lubiłam.

Wyszłam z łazienki i wróciłam do pokoju. Przegrzebałam szafę i wyciągnęłam z niej krótkie czarne spodenki i równie czarną bluzkę na ramiączkach. Już ubrana ruszyłam po schodach do kuchni.


poniedziałek, 2 lutego 2015

Rozdział VII

Komórka w mojej kieszeni zabrzęczała kiedy byłam w kuchni. Na wyświetlaczu pojawił się numer mojej mamy. Odebrałam telefon.
-Halo?
-Cześć, nie będzie mnie dzisiaj w domu ponieważ umówiłam się z Szymonem. Pamiętasz go prawda?
-Tak mamo, aż za dobrze - westchnęłam, znałam go bo był ojcem mojej jedynej koleżanki, którą poznałam na hubertusie. Nie mogłam uwierzyć, że już zapominała o ojcu? - A co z tata? Hymm?
-Wiesz doskonale, że się między nami nie układa i przychylam się ku rozwodowi. Trzymaj się, zamknij dom i nikogo nie wpuszczaj i tak dalej, przecież znasz regułę.
-Tak wiem mamo idź już lepiej do tego swojego play boya.- już wyobrażałam sobie wyraz jej twarzy gdy tylko wypowiedziałam te słowa.
-Kończę. Pa.
Rozłączyła się. Naprawdę nie znoszę kiedy umawia się z innymi facetami za plecami taty. Nie potrafię mu tego powiedzieć bo wiem, że szybko by zostawił mnie z nią na głowie. Doskonale wszystkim wiadomo, że praca z młodzieżą spowodowała u niej nieodwracalną zmianę charakteru. Stała się zimna, chłodna i praktyczna a nie ciepła i otwarta. Pewnie tajniki zawodu... Z przemyśleń wyrwał mnie głos.
-Złe wieści?
-Och, to ty. Nie skąd ci to przyszło do głowy?
-No wiesz wyglądasz tak jakbyś miała zaraz uderzyć głowę w tę ścianę- powiedział Samael z krzywym uśmieszkiem i dziwnym błyskiem w oku.
-Przypomnisz mi dlaczego zaaferowałam ci dzisiaj nocleg?- zapytałam z chłodem w głosie
-Ranisz - teraz uśmiechał się od ucha do ucha - No wiesz mój zniewalający wygląd i osobowość.
- Prawie zapomniałam. - powiedziałam automatycznie- Zrób jeden numer, weź coś bez pozwolenia albo wejdź do mojego pokoju to obiecuję skończysz na podwórku i będziesz mógł spać w boksie z Crystal.
- Zrozumiałem nie denerwuj się tak Aniele. - Wyszczerzył się ukazując proste, białe zęby - Mogę liczyć na jakąś kanapę? No dobra łóżko też wchodzi w grę.
Już miałam na końcu języka ciętą ripostę ale się powstrzymałam. Postanowiłam ulokować go w pokoju brata przynajmniej na razie a potem poszukam mu czegoś do spania na następne dni. Czemu mam ciągle wrażenie, że mi kogoś przypomina, że go skądś znam. Wygląda tak... jakby był godny zaufania. Teraz naprawdę miałam kilka pytań.
-Okay powiedzmy, że niby zjawiłeś się tu z mojego powodu. Nasuwa się pytanie dlaczego?
- Och jestem prawie pewien, że nie uwierzyłabyś mi na słowo. - odparł z poważną jak do tej pory miną.