sobota, 24 stycznia 2015

Rozdział I

   Rzuciłam na starą drewnianą ławę szkicownik w ponad połowie zapełniony moimi rysunkami. Większość rysunków przedstawiały mojego konia i anioły do, których mam słabość od dziecka. No dobra czas na trochę ruchu, pomyślałam i wyszłam na zewnątrz. Nie zdziwiło mnie to co zobaczyłam, wszędzie dookoła rozciągał się las za wzniesieniem można było dostrzec polanę na, której codziennie pasła się moja kara klacz. W powietrzu unosił się piękny zapach kwiatów rozkwitających z nadejściem wiosny. Wreszcie było ciepło!

   Puściłam się biegiem w stronę polany. No bo przecież co innego można robić w tak piękny słoneczny dzień skoro nie chodzi się do szkoły? Racja nie wiecie, że mieszkam w małym domku w lesie z  rodziną i nie chodzę do szkoły ponieważ uczę się w domu. Moja mama jest kimś w rodzaju ,, Pani Profesor " więc mam edukacje pierwszej klasy choć nie uczęszczam na zajęcia do szkoły jak prawie wszystkie nastolatki w moim wieku.

Wbiegłam na polanę, odgarnęłam czarne włosy z oczu i położyłam się w cieniu rozłożystego dębu. Zamknęłam oczy i zaczęłam rozmyślać. Zastanawiałam się; jakby to było mieć przyjaciółkę w swoim wieku? Z moich przemyśleń wyrwała mnie moja klacz Crystal, która właśnie podeszła i zaczęła mnie łaskotać swym ciepłym oddechem po policzkach. Otworzyłam oczy. Czemu by się nie wyprać na przejażdżkę? Wstałam, pogładziłam klacz po pysku i wsiadłam na jej grzbiet. Chwilę później galopowałam przez las z wiatrem we włosach i śpiewem ptaków siedzących na gałęziach starych sosen, buków i dębów.